O tutaj, tutaj, przez trzy tygodnie pracowałem ;) Było grajsko! Za rok znowu!

w ramach oszczędzania, staram się nie kupować rzeczy, co do których nie mam przekonania, że będą absolutnie konieczne. Dlatego ostatnio, trafiają mi się same bździągwa, np.:
1) suchary dietetyczne - super, ekstra, zdrowy styl życia, ale przecież one niedobre są i teraz leżą w szafce,
2) sos czekoladowy - naprawdę nie wiem, po co, przecież słodyczy nie jadam.... dużo nie jadam ;p
3) takie dziwne urządzenie do lepienia pierogów - też przekładam od szafki do szafki, ostatnio wycinałem pierogi miseczką i lepiłem takie wielkie, żeby szybciej było,
4) balsam po opalaniu - najpierw trzeba się opalać,
5) kilka płynów do mycia szyb - nie mam na to czasu, ale przynajmniej żyję ze świadomością, że jakby rynek płynów do mycia szyb się załamał, to jestem zabezpieczony do końca życia,
6) podręcznik do patomorfologii - otworzę go jeszcze tylko 1 raz, a na kolokwia przecież mogłem uczyć się z notatek (ale nie moich),
7) cztery kalendarze i dwa organizery - ja niezorganizowany jestem,
8) ładowarka do akumulatorków - zawsze wtedy, kiedy akumulatorki są mi potrzebne, okazuje się, że są nienaładowane, więc i tak kupuję baterie,
9) budzik - no tu już w ogóle brak mi słów :P
Ostatnio zauważyłem rzecz iście fascynującą. Boję się pralki. Czy to znaczy, że z moim garem jest coś nie tak? Może to jakaś trauma z dzieciństwa, ale za każdym razem, kiedy ten stojący w mojej łazience, biały dezintegrator atomowy zaczyna wirować, flaki mi się skręcają. Naprawdę boję się, że bęben pralki się urwie, wyskoczy, przemieli mnie na różową papkę, rozjebie pół bloku, a na koniec zamieni się w czarną dziurę i pochłonie cały świat. Chyba źle ze mną...
skomentuj (2)