Jakoś tak ostatnio blog przepadł. Na rzecz fejsbuka oczywiście.
Nawet nie wiem, co tutaj napisać! Może o tym, że sąsiadka ostatnio się nie rucha i w domu jest dziwnie cicho? Może o tym, że druga sąsiadka ma mnie za meliniarza? A może o tym, że w końcu udało mi się upiec chleb "taki babciny". Jeszcze tylko trzeba dopracować recepturę.
Jutro mam egzamin z czasopochłaniacza = zdrowie publiczne. Chyba już wiem, dlaczego piszę tę notkę :) szukam wymówki od nauki :)
Muzyka na dziś:
O tutaj, tutaj, przez trzy tygodnie pracowałem ;) Było grajsko! Za rok znowu!

w ramach oszczędzania, staram się nie kupować rzeczy, co do których nie mam przekonania, że będą absolutnie konieczne. Dlatego ostatnio, trafiają mi się same bździągwa, np.:
1) suchary dietetyczne - super, ekstra, zdrowy styl życia, ale przecież one niedobre są i teraz leżą w szafce,
2) sos czekoladowy - naprawdę nie wiem, po co, przecież słodyczy nie jadam.... dużo nie jadam ;p
3) takie dziwne urządzenie do lepienia pierogów - też przekładam od szafki do szafki, ostatnio wycinałem pierogi miseczką i lepiłem takie wielkie, żeby szybciej było,
4) balsam po opalaniu - najpierw trzeba się opalać,
5) kilka płynów do mycia szyb - nie mam na to czasu, ale przynajmniej żyję ze świadomością, że jakby rynek płynów do mycia szyb się załamał, to jestem zabezpieczony do końca życia,
6) podręcznik do patomorfologii - otworzę go jeszcze tylko 1 raz, a na kolokwia przecież mogłem uczyć się z notatek (ale nie moich),
7) cztery kalendarze i dwa organizery - ja niezorganizowany jestem,
8) ładowarka do akumulatorków - zawsze wtedy, kiedy akumulatorki są mi potrzebne, okazuje się, że są nienaładowane, więc i tak kupuję baterie,
9) budzik - no tu już w ogóle brak mi słów :P